
Żyjemy w czasach, w których coraz trudniej czekać.
Jedzenie ma przyjechać za dwadzieścia minut. Wiadomość powinna zostać odczytana od razu. Kampania najlepiej, żeby zaczęła sprzedawać po pierwszej dobie. Post ma „zaskoczyć” w ciągu godziny. Nowy pomysł ma szybko dać ulgę, ekscytację albo przynajmniej poczucie, że coś ruszyło.
Nie oceniam tego z góry. Sama też żyję w tym świecie. Też sprawdzam wyniki szybciej, niż czasem ma to sens. Też znam ten moment, w którym człowiek robi coś dobrego, sensownego, przemyślanego, a potem patrzy na ciszę i myśli: no dobrze, ale kiedy to zacznie działać?
Tylko coraz częściej mam wrażenie, że ta potrzeba natychmiastowego potwierdzenia zaczyna nam zabierać zdolność budowania rzeczy, które naprawdę mają znaczenie.
Bo sukces bardzo rzadko wygląda tak, jak lubimy go oglądać w internecie. Nie przychodzi jako jeden wielki moment, po którym wszystko nagle staje się jasne, lekkie i dochodowe. Dużo częściej powstaje powoli, w godzinach, których nikt nie widzi. W decyzjach, które nie dają lajków. W powtarzaniu tego samego ruchu wystarczająco długo, żeby zaczął tworzyć kierunek.
Myślę ostatnio o sporcie.
Nie dlatego, że sport jest idealną metaforą biznesu, ale dlatego, że jest bardzo uczciwy. Nikt nie wychodzi na kort, matę albo bieżnię i po jednym dobrym treningu nie zostaje mistrzem. Wynik przychodzi przez powtarzalność. Przez pracę nad techniką. Przez dni, kiedy ciało ma mniej energii. Przez korekty, które na zewnątrz wyglądają jak drobiazgi. Przez cierpliwość wobec procesu, który przez długi czas nie wygląda spektakularnie.
W biznesie często chcemy ominąć ten etap.
Chcemy znaleźć pomysł, który wreszcie „odpali”. Nowy format. Nową ofertę. Nowy kanał. Nową strategię. Nowe narzędzie. Coś, co da poczucie świeżego początku i przez chwilę przykryje napięcie związane z tym, że poprzednie rzeczy nie dały jeszcze takiego rezultatu, jakiego chcieliśmy.
A może czasem problem nie polega na tym, że potrzebujemy czegoś nowego.
Może polega na tym, że za krótko wybieraliśmy to, co naprawdę prowadziło do celu.
Scott Peck w „Drodze rzadziej przemierzanej” pisze o dyscyplinie, odpowiedzialności i gotowości do mierzenia się z rzeczywistością. Lubię wracać do tej myśli, bo ona jest bardzo niewygodna w świecie, który sprzedaje nam rozwój jako coś szybkiego, przyjemnego i od razu widocznego.
A przecież wiele ważnych rzeczy buduje się długo, cicho i bez natychmiastowej nagrody. Marka nie powstaje z jednego posta. Zaufanie nie powstaje z jednej kampanii. Pozycja na rynku nie powstaje z jednego dobrego pomysłu. Skuteczny biznes nie powstaje dlatego, że przez tydzień mieliśmy dużo energii. Powstaje wtedy, kiedy codziennie wybieramy ruchy, które są spójne z kierunkiem, nawet jeśli nie karmią nas od razu szybkim efektem.
I tutaj zaczyna się najtrudniejsza część.
Bo szybka gratyfikacja często wygląda bardzo rozsądnie.
Może wyglądać jak „testowanie”. Jak „sprawdzanie nowego kierunku”. Jak „reagowanie na rynek”. Jak „potrzebuję świeżości”. Jak „może to nie działa, więc trzeba zmienić”. Czasem oczywiście naprawdę trzeba zmienić. Ale czasem pod spodem jest zwykła niecierpliwość wobec pracy, która dopiero zaczyna układać się w rezultat.
Wtedy warto zatrzymać się na chwilę i zapytać siebie uczciwie: Czy ten ruch naprawdę przybliża mnie do celu, czy tylko daje mi ulgę na dziś?
To pytanie bywa nieprzyjemne, bo bardzo szybko pokazuje różnicę między decyzją strategiczną a decyzją emocjonalną. Między ruchem, który buduje przyszłość, a ruchem, który ma przede wszystkim rozładować napięcie.
Drugie pytanie jest jeszcze bardziej konkretne: Czy to jest część drogi, którą wybrałam, czy reakcja na to, że nie widzę efektu wystarczająco szybko?
W biznesie łatwo pomylić brak natychmiastowego rezultatu z błędnym kierunkiem. Czasem kierunek jest dobry, ale wymaga więcej konsekwencji. Czasem komunikacja potrzebuje więcej powtórzeń. Czasem oferta potrzebuje doprecyzowania, a nie porzucenia. Czasem sprzedaż potrzebuje lepszego prowadzenia klienta, a nie kolejnego całkowitego zwrotu.
I trzecie pytanie, które bardzo lubię, bo szybko oddziela zachciankę od decyzji: Czy jestem gotowa wybierać ten ruch przez kolejne 90 dni, nawet jeśli jutro nie dostanę nagrody?
Bo właśnie tu często kończy się romantyczna wersja strategii. Łatwo jest zakochać się w wizji. Łatwo jest poczuć energię nowego planu. Łatwo jest powiedzieć: teraz już wiem. Dużo trudniej przez kolejne dni wybierać małe, powtarzalne decyzje, które tę wizję naprawdę budują.
A jednak to one najczęściej robią różnicę. Nie wielki zryw. Nie nagły przełom. Nie moment, w którym wszystko samo się układa. Tylko codzienne wybory, które z czasem zaczynają tworzyć coś większego niż nastrój jednego dnia.
Myślę, że wiele osób nie zatrzymuje się dlatego, że brakuje im talentu, potencjału albo ambicji. Zatrzymują się, bo nie wiedzą wystarczająco jasno, co właściwie budują. A kiedy nie ma długoterminowej wizji, każda szybka gratyfikacja zaczyna wyglądać jak szansa.
Kolejny pomysł. Kolejny format. Kolejna zmiana. Kolejna kampania. Kolejne „może teraz”. I nagle okazuje się, że jesteśmy bardzo zajęci tworzeniem, ale niekoniecznie budowaniem.
Tworzenie daje ruch. Budowanie wymaga kierunku.
I może właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy dziś klarowności. Nie jako ładnego słowa ze strategii. Bardziej jako uczciwej odpowiedzi na pytanie: dokąd ja naprawdę idę i jakie decyzje muszą się powtarzać, żebym za rok była bliżej tego miejsca?
Bo przyszłość nie powstaje dopiero wtedy, kiedy wydarza się wielki sukces. Powstaje wcześniej. W tym, co wybieramy, kiedy nikt nie patrzy. W tym, czego nie porzucamy tylko dlatego, że jeszcze nie dało nagrody. W tym, co jesteśmy gotowi ćwiczyć jak sportowiec, zanim świat zobaczy wynik.
Jeśli czujesz, że ostatnio tworzysz dla tworzenia, zmieniasz kierunek przy każdym spadku napięcia albo gubisz długoterminowy obraz tego, co naprawdę chcesz zbudować, to być może nie potrzebujesz kolejnego pomysłu. Być może potrzebujesz zatrzymać się i nazwać kierunek, który będzie wystarczająco jasny, żeby codzienne decyzje zaczęły go wspierać.
Właśnie po to jest Mentoring CEO 90 days.
To przestrzeń dla osób, które chcą klarownie określić, co budują, gdzie chcą dojść i jakie decyzje mają konsekwentnie wybierać, żeby ich biznes naprawdę zbliżał się do tego miejsca.
Bo cel bez drogi zostaje ambicją. A droga powstaje z decyzji, które wybierasz także wtedy, kiedy szybka gratyfikacja kusi bardziej niż długoterminowy wynik.
Jeśli to jest moment, w którym chcesz przestać tworzyć dla samego tworzenia i zacząć budować kierunek, który realnie pracuje na Twój biznes — zapraszam do Mentoringu CEO 90 days.
Zaproszenie do Mentoringu CEO 90 days